poniedziałek, 28 stycznia 2013

no1

                          marta    

wydrylujesz 
śliną 
mnie 
otoczysz 
sprężystą 
łydką




październik
Widzisz, Życie, jestem bardzo nieposkładana. Wstaję rano, piję herbatę, i - o Boże - znowu czytam gazetę, taki mój rytuał. Jakbym mogła mieć jakieś. 
Potem biorę prysznic - wiesz, tydzień temu zrezygnowałam z kąpieli w wannie -, skarpetki ciepłe zakładam i wychodzę do pracy.
Tak po prostu. Jakby było mi wolno żyć po swojemu. Jakbym zaakceptowała siebie.

Michał przyszedł wieczorem. Z butelką wina, uczesany, wybrał ten zielony krawat, który tak mi się podobał na poprzedniej randce.

Boże, stajemy potem naprzeciw siebie, wszystko piękne, jak w jakimś klimatycznym filmie. Śnieg za oknem, co za pogoda, a tak chciałam złocistą, ciepłą jesień, szkoda.
I znowu to samo. Odsłania mnie spod ubrań, chociaż wcale mi się to nie podoba. Wolałabym ściągnąć majtki, ale zostać w sukience. Prześlicznej, z niebieskim paskiem wzdłuż talii.

Muzyka, jeszcze ona. Nie wiem, czy wszyscy mężczyźni po prostu mają to we krwi, czy zwykle każdy potrafiłby obsłużyć moje stereo. Nastrojowo, ciemniej, tylko lampka z kuchni sączy blade światło, żadne z nas nie zamyka drzwi do sypialni.
Pościel
- potem szarpie mnie trochę, tuli, zlizuje pot i zmęczenie, miło.
Ciepło.
Uśmiecham się czasami, co kilka oddechów, albo jęczę, bo wcale nie jest mi źle. Przyjemnie, a Michał całuje mnie w usta, nos, policzki, jakbym była dzieckiem, mokro mi na twarzy, Boże, chyba znowu nie płaczę. 
Nie, to pocałunki - bardziej namiętne, wyzute pomału z wcześniejszej czułości.
No. Dobre i to. 

Mijamy szybko, z potarganymi włosami, z oczyma szklistymi od trudu.
Wtulam się w niego. Dobrze mi wtedy. Nago, ciepło i dyszę. Michał też - nagi i ciepły, oddycha nierówno, głaszcze mnie po ramionach, palcem zatacza kółeczka na barkach. Jak dobrze, nie pomyślałabym.
Później się wstydzę, odszedł już. Wciskam ciuchy do pralki, zmywam, obgryzam skórki przy paznokciach. Dobry Michał, pożegnam się jutro. Dobry, zniesie to jakoś. Na pewno.

NOC
sama

dobrze mi tak
tak dobrze
samej

no chyba, że przychodzi żal, to gorzej.

Drogie Życie, kiedyś się dogadamy, tak sądzę.
Następnego dnia nie było źle. Poskładałam nieposkładane. Wysprzątałam pokoje, wymiotłam kurze. Otwierałam okna. Ładne to moje mieszkanie.

Tylko mi czasem tęskno. Do tamtych marzeń. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz