środa, 20 kwietnia 2016

[wypis z]

[z tego o Ali i o wojnie]




Lenny, mówi cichutko Ala, wiercąc się obok ciepłego, ciepłego ciała. Wwierca się w jego bok całą sobą, odwierca i jest na brzuchu. Dźwignięta na łokciach – teraz patrzy na niego spod rzęs. 
- Lenny, dlaczego nie jesteśmy teraz na zewnątrz?
Otwiera oczy i Alę przeszywa niemiły dreszcz.
Ma w spojrzeniu Lenny'ego to, czego chciała.
- Pierdol się, Ala.
Więc pochyla się nad nim i szepce w jego usta:
- Chodź, chodź do mnie.
(Skrzywdźmy się nawzajem, żeby później tego dnia nie czuć już bólu tak bardzo.)
Pociąga ją na siebie, za chwilę jest nad nią i nie ma w twarzy Lenny'ego śladu łagodności, jaką przyniosło mu pomarańczowe światło wschodu. Zęby na jej szyi, wygryza jej obojczyki, krew krew krew. 
(Ala lubi Lenny'ego między innymi za to, że wystarczy mu przypomnieć o stęchliźnie, w jakiej oboje żyją. Nie musi modulować głosu i przyznawać, jak bardzo jest mokra albo jak jej potrzeba, by był w niej, w niej, w niej.)
(Zamiast tego-)
Lenny jest w niej, są oboje jedno w drugim po cichu, cichuteńko. Przegryzieni na pół, złamani, wyrastają na nowo w tej cichej cichości, szybko, szybko, tak dobrze, bo zawsze za szybko. Zawsze tak niepoprawnie, niewłaściwie, że najlepiej. Ala kocha – po swojemu i źle, źle – Lenny'ego najbardziej, gdy dociska ją do materaca tak, że trzeszczą stare sprężyny, tak, że Ali trudno oddychać, że Ala musi nabierać powietrza w spazmach, że boli ją głowa, boli ją jej środek, bolą ją dno i rdzeń.

oraz:



Wszystko między nimi to umowa – wielka, obszerna, przedziwna. Lenny kładzie dłoń na jej brzuchu, kładzie i naciska, i dociska coraz mocniej, dłoń niżej i między jej udami. Palcami ją otwiera i byłoby okropnie, mogłoby być, ale ciemne spojrzenie Leeny'ego i świeże blizny ją kręcą, Alę boli Lenny i dobrze, i dobrze, bo inaczej mogłoby być okropnie. Pochyla głowę do przodu i liże zastrupiałe rany na jego szczęce. 
- Ale ale, Lenny – wymrukuje z trudem. - Uważaj na tę swoją śliczną buzię, mimo wszystko.
Ciepło, cieplej jej, cieplej cieplej cieplej. 
- Mimo wszystko – powtarza Lenny głosem niespodziewanie miękko-czułym.
I nagle zwrot akcji, umowa, umowa, oboje to wiedzą.
Kochają się tej nocy i zlizują niewypowiedziane wspomnienia z każdej odnalezionej na drugim ciele blizny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz