poniedziałek, 28 stycznia 2013

no2

katie                                  
bo tak naprawdę to nie wiem
między Bogiem a niebem
co będzie z nami









Pozwala się jej uwięzić, więc Katie więzi go w kajdanach obojczyków, zamyka go w więzieniu własnych żeber - jest w tym coś zwierzęcego, jest w tym coś boskiego. 

a.
(- Jesteś jak ciemniejące niebo. - Chcesz mu powiedzieć, zamiast tego)

- Jesteś mi bardzo bliski - mówisz, dotykając jego ramienia.

Stało się. Przez ułamek sekundy święcie wierzysz w to, że oto nastała wieczność. A potem on pyta, czy wracasz z nim.
- Nie dzisiaj - odpowiadasz. - Mam ochotę się przejść. - Kłamstwo. Jedyne, czego chcesz, to położyć go pod sobą, otwartą dłoń rozgwieździć na jego piersi (, jesteś mój, chcesz powiedzieć.), a potem być bardzo blisko, gryźć go po szyi i śmiać się wspak, wyśpiewać dźwięcznie radość życia w jego błyszczące, ognia pełne oczy.

b.
- Pamiętasz, kiedy ostatni raz tańczyliśmy? - Uśmiecha się do ciebie pytaniem, odpowiadasz srebrnym echem. 

(Chciałabyś móc zawsze być echem, ale cały problem polega na tym, że nigdy nie wyznasz mu, jak wiele dla ciebie znaczy. Więc odejdzie na kolejne dwa lata, a ty nie będziesz mogła odbijać jego światła.) 
Podziwiasz kształtne usta, otulone zarostem policzki, podziwiasz to, jak ciepło patrzy i jak cierpliwie milczy. Kiedy później podtrzymuje cię za łokieć przy schodzeniu po oblodzonych stopniach, w środku krzyczysz z radości i tęsknoty, z bezradności.

(- Całuj mnie, zacznij od środka, dotknij językiem serca. Później spij moje łzy i pot. - Mówisz mu we śnie, a potem)

budzisz się tuż obok, on za kierownicą. Przed sobą masz śliczną tapicerkę, pod sobą skórzane obicie, a w głowie szum. Płatki śniegu wirując, spadają na szybę i roztapiają się niespiesznie, noc igra z mglistym światłem lamp ulicznych. Spoglądasz na niego ukradkiem, by sprawdzić, czy przypadkiem /na granicy śnienia i nieśnienia już/ nie wypowiedziałaś nieświadomie swoich pragnień. Jego profil zaznacza się ostro w półcieniu i ciszy, a ty jak nocny skrzat mrużysz oczy i czerpiesz z jego ciepła, wierząc, że nic niepotrzebnego nie zostało wypowiedziane.


(Myliłaś się, uświadamiasz sobie, gdy wysiadacie z auta, a po chwili jego ręce znajdują się na twoich biodrach, wargi - na szyi.)

c.
Kocha cię chyba, Katie. A ty? Co możesz mu w zamian ofiarować?...

pytasz samą siebie o istotę miłości

śmiejesz się
bo wiesz
że na piękne pytania
nie ma odpowiedzi
tak samo jak na te trudne 
(albo odpowiedzi są zbyt proste i to jest przerażające)

Jesteście oboje zachłanni i naiwni. Ty w tym wszystkim - w zapętleniu, strachu i namiętności - bardziej jeszcze, bardziej może niż kiedykolwiek przedtem pragniesz poczuć oddech nocy na swojej szyi, oddech jak sznur, szept czuły i mokry od pasji. 
Nigdy nie zależało ci na nim tak, jak teraz - odkryłaś go więcej, niż mógłby kto pomyśleć, więcej, niż można wypowiedzieć. (Odkryłaś tajemnice ciemniejsze i wspanialsze od najstarszych melodii przesiewanych przez sito Drogi Mlecznej.)
Nie dziwisz się więcej temu, w jaki sposób na ciebie patrzy (w jaki ty patrzysz na niego każdego poranka). Nie dziwisz się sobie, że ranisz go słowami coraz częściej i później przepraszasz, kalecząc dłonie o potłuczone lustra (on rozumie). Nie dziwisz się sobie, że zamykasz go w klatce swoich żeber, że jest w tym coś zwierzęcego. (On wie.) Jest w tym coś boskiego, jest w was coś nieludzko pięknego.

Płaczesz, zamykając drzwi do mieszkania. Łkasz jeszcze, kiedy rozplata twój warkocz i czule przytrzymuje za podbródek.
- Jestem z tobą - mówi po prostu. Kiedyś powiedziałabyś, że to nic takiego. Albo powiedziałabyś, że za wiele. 

nie mówisz nic. (chciałabyś znowu chcieć rozgwieździć dłoń na jego piersi, poznać od nowa rozumiane już na pamięć sploty mięśni na plecach.)

(Macie tylko siebie i cały wasz Wszechświat zamyka się w uścisku dłoni.)






ed.:5.12.14




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz