piątek, 31 maja 2013

no6


PETER 

być porami roku dla 

twych drogich oczu

i ogniem w kominku 
i dachem, co chroni 
przed deszczem


 Patrzysz na jej twarz, bladą i za jasną, jesteś pewien, że gdybyś jej dotknął (gdybyś się odważył), poczułbyś zimno. I wiesz, że jeśliby tylko zapłakała, łzy zamarzałyby na jej policzkach. Oczy ma wielkie jak dwa księżyce - tęczówki bardzo jasne, z kilkoma ciemniejszymi refleksami. Przygląda się tobie z cieniem uśmiechu i wiesz, że cię bada i że jesteś na straconej pozycji już na starcie.  Ale dzieje się coś niespodziewanego, jakby jedna szansa na milion właśnie zaistniała -. Ona podchodzi bliżej, czujesz energię płynącą z jej ciała, stal i chłód, stykacie się - już, już prawie. Palce z palcami, nosy, czoła - niemal.  Potem okrąża ciebie, jakbyś był muchą schwytaną w pułapkę, znowu staje naprzeciw, patrzy ci w oczy i jej uśmiech staje się drapieżny.  I to wszystko jest tak nierealne, zupełnie abstrakcyjne i chcesz po prostu odejść.
  Tymczasem ona wciąż patrzy i zaczyna dręczyć cię wrażnie, że przyszła pora na twój ruch. Próbujesz wyczytać wskazówkę z jej pociemniałych (nagle) oczu, ale nie odnajdujesz niczego. I dziwisz się, że cię to nie zaskakuje. Klękasz i przyglądasz się jej od dołu, nie wiesz, co innego mógłbyś zrobić. Widzisz, jak jej rysy wyostrzają się, kiedy zerka na ciebie z góry, skonsternowana. Zaciska szczękę. Do twojej świadomości dociera, że mógłbyś godzinami studiować jej twarz, mógłbyś i chciałbyś i nie byłoby temu końca, tak czujesz. Zgina się powoli i kuca obok ciebie, jej spojrzenie na linii twoich ramion.    
  Pochylasz się, wszystko wokół szarzeje i rozmywa się. Pocałunek jest krótki, ciepły i delikatny. Niemal go nie zauważasz, subtelna i cicha wymiana westchnień. Niemal. 
  Szukasz srebrnych plamek na jej tęczówce, które ukrywa, przymykając powieki. Pachnie wiatrem i zimnem, zupełnie tak, jak powinna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz