wtorek, 29 listopada 2016

Był sobie Czechowicz raz, później było wszystko inne

o śmierci nic już nie wiem.

patrzysz nie na mnie,
nie na mnie,
kiedy smakuję,
jak smakujesz,
nie patrzysz na mnie,
a ja nic nie wiem o śmierci.
Królowe lata przechodziły tędy chwilę temu,
topole rzucały na nie woale cieni i w tej bladozieleni
późnej wiosny/wschodzącego lata wykąpywały się
różowolice królowe naniebieszczone od południowych słońc.

---
oczy anny skryte za wachlarzem rzęs śledzą z najwyższą uwagą, jak michał sięga po jej dłoń, jak łapie ją w dwie swoje i przyciąga do warg i całuje,
i -
to jest tak: oczy anny rozszerzają się ze zdumienia, bo nagle czuje za wiele:

zapach jego skóry
zasmucenie, bo ślad uśmiechu michała przypomina jej o tamtym jednym uśmiechu sprzed wielu, wielu lat,
zaskoczenie
i
zabawne to wszystko, doprawdy.


---
z międzyżeber wyłazi śmierć
cały jest czarnoszary i pergaminowy tam między żebrami
czarnoszary i pergaminowy niczym czas
---

Nie na mnie patrzysz, kiedy
ja smakuję jak smakujesz ty,
nie patrzysz na mnie, a ja
nic już nie wiem
o śmierci.


piątek, 18 listopada 2016

było minęło cnie



(-bless my darkness-)


- Nienawidzę cię – mówi mu Ala, bo pierwszy raz Eka jest tak bardzo naalkoholizowany, że sięga ręką do jej czoła i dotyka dwoma palcami skroni, i przejeżdża tymi chropowatymi opuszkami po jej prawej brwi. - Chrzań się, Eka.

Wbrew sobie wtula policzek w szorstkie ciepło, nienazwaną ciemność, której nie odgadnie. Kilka sekund, nie więcej. /Jakby mijały minuty, wieki całe, czas zastygły w głuchych uderzeniach jej zdesperowanego serca, w jego pachnącym godzinami picia oddechu, w jej oczach zamkniętych, jego czujnie-nieczujnych./

- Chrzań się – powtarza, odwraca głowę, patrzy na ogień, czerwone światło otula jej twarz, ciepło ciepło ciepło. Eka wzrusza ramionami i nic więcej. Przygląda jej się ciągle chyba, bo powietrze wokół nich jest statyczne, bo napięcie nie uchodzi z ramion Ali. Więc Ala zgrzyta zębami, zła na świat cały /ale tak naprawdę nie, naprawdę to nie/ i nagle czuje się potężnie, okropnie zmęczona.


(ala pod zamkniętym oczami widzi, jak świat płonie.
widzi dłonie, jak rozkleszczają żebra - wszystkie żebra wszystkich ludzi.
widzi, jak idą - w nie tę stronę, zawsze w nie tę.)


- Zobacz, Ala – szepce Eka nad jej głową. - Oni sobie idą w drugą stronę.
- Mhm – widzi Ala.
- Kiedy wyjeżdżasz?
Ala ma ochotę go uderzyć, bo – dlaczego, Eka, nie zapytasz jaśniej:
-pamiętasz tę pijaną, zapłakaną noc? Pamiętasz jak zostawiałaś mi sińce na ramionach, Ala? Pamiętasz, jak to jest czuć moje usta na twojej szyi, tak, tam, gdzie tuż pod skórą słodzi uderzający szybciej i szybciej puls-

- Jutro.
- Mhm – rozumie Eka.
Ala nie rozumie.





-edycji poddam idk, chyba tak