(-bless my darkness-)
- Nienawidzę cię – mówi mu Ala, bo pierwszy raz Eka jest tak bardzo naalkoholizowany, że sięga ręką do jej czoła i dotyka dwoma palcami skroni, i przejeżdża tymi chropowatymi opuszkami po jej prawej brwi. - Chrzań się, Eka.
Wbrew sobie wtula policzek w szorstkie ciepło, nienazwaną ciemność, której nie odgadnie. Kilka sekund, nie więcej. /Jakby mijały minuty, wieki całe, czas zastygły w głuchych uderzeniach jej zdesperowanego serca, w jego pachnącym godzinami picia oddechu, w jej oczach zamkniętych, jego czujnie-nieczujnych./
- Chrzań się – powtarza, odwraca głowę, patrzy na ogień, czerwone światło otula jej twarz, ciepło ciepło ciepło. Eka wzrusza ramionami i nic więcej. Przygląda jej się ciągle chyba, bo powietrze wokół nich jest statyczne, bo napięcie nie uchodzi z ramion Ali. Więc Ala zgrzyta zębami, zła na świat cały /ale tak naprawdę nie, naprawdę to nie/ i nagle czuje się potężnie, okropnie zmęczona.
(ala pod zamkniętym oczami widzi, jak świat płonie.
widzi dłonie, jak rozkleszczają żebra - wszystkie żebra wszystkich ludzi.
widzi, jak idą - w nie tę stronę, zawsze w nie tę.)
- Zobacz, Ala – szepce Eka nad jej głową. - Oni sobie idą w drugą stronę.
- Mhm – widzi Ala.
- Kiedy wyjeżdżasz?
Ala ma ochotę go uderzyć, bo – dlaczego, Eka, nie zapytasz jaśniej:
-pamiętasz tę pijaną, zapłakaną noc? Pamiętasz jak zostawiałaś mi sińce na ramionach, Ala? Pamiętasz, jak to jest czuć moje usta na twojej szyi, tak, tam, gdzie tuż pod skórą słodzi uderzający szybciej i szybciej puls-
- Jutro.
- Mhm – rozumie Eka.
Ala nie rozumie.
-edycji poddam idk, chyba tak
Ala nie rozumie.
-edycji poddam idk, chyba tak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz