wtorek, 29 listopada 2016

Był sobie Czechowicz raz, później było wszystko inne

o śmierci nic już nie wiem.

patrzysz nie na mnie,
nie na mnie,
kiedy smakuję,
jak smakujesz,
nie patrzysz na mnie,
a ja nic nie wiem o śmierci.
Królowe lata przechodziły tędy chwilę temu,
topole rzucały na nie woale cieni i w tej bladozieleni
późnej wiosny/wschodzącego lata wykąpywały się
różowolice królowe naniebieszczone od południowych słońc.

---
oczy anny skryte za wachlarzem rzęs śledzą z najwyższą uwagą, jak michał sięga po jej dłoń, jak łapie ją w dwie swoje i przyciąga do warg i całuje,
i -
to jest tak: oczy anny rozszerzają się ze zdumienia, bo nagle czuje za wiele:

zapach jego skóry
zasmucenie, bo ślad uśmiechu michała przypomina jej o tamtym jednym uśmiechu sprzed wielu, wielu lat,
zaskoczenie
i
zabawne to wszystko, doprawdy.


---
z międzyżeber wyłazi śmierć
cały jest czarnoszary i pergaminowy tam między żebrami
czarnoszary i pergaminowy niczym czas
---

Nie na mnie patrzysz, kiedy
ja smakuję jak smakujesz ty,
nie patrzysz na mnie, a ja
nic już nie wiem
o śmierci.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz