Chciałam to zmienić, może kiedyś - wstawiam, bo muszę, nwm.
Tytuł z wiersza A. Watta.
Lenny szepce do ucha sprośne kłamstewka. To najpierw. Dopiero później, lata świetlne muszą minąć, nim wyczytają w sobie wzajem, jak bardzo mają dość (wszystkiego) i potrzebują coś rozszarpać. Więc mijają lata świetlne, a on płynnie przechodzi we wlizywane w nią mokrych opowieści o tym, jak bardzo jej nie znosi.
Tytuł z wiersza A. Watta.
Lenny szepce do ucha sprośne kłamstewka. To najpierw. Dopiero później, lata świetlne muszą minąć, nim wyczytają w sobie wzajem, jak bardzo mają dość (wszystkiego) i potrzebują coś rozszarpać. Więc mijają lata świetlne, a on płynnie przechodzi we wlizywane w nią mokrych opowieści o tym, jak bardzo jej nie znosi.
- Ach, Lenny - szepce zaaferowana, zupełnie kontent i w niebie. - Szuja z ciebie.
Lenny sięga ręką w dół; łapsko rozpieszczone na kolcu biodrowym bladej, pięknej Ali. Ciągnie ją do siebie. Ona syczy, bo to bardzo niedelikatny gest był, no i wpija się w niego zębami. Pocałunki w ich wykonaniu to: skrzywdź mnie, krzywdź mnie bardziej, a następnie: jedna wielka niemiłość w tej miłości, to ich siękochanie oznacza ból, więcej więcej bólu i śmiech, i zniechęcenie.
- Jak bardzo tego nie znoszę - uśmiecha się do Lenny'ego wyciągnięta pod - no jak kotka. Ciepły oddech łaskocze ją najpierw na szyi, później - wcale nie aż tak niespodziewanie - w okolicach pępka. Ciepły oddech, ciepły oddech, jakże jest jej miło i dobrze.
- Tak dobrze - mówi na wszelki wypadek, ale Lenny wie, co robi. I patrzy na nią nagle ze swojego miejsca (-uprzywilejowanego- myśli ona) (serio, robię mu łaskę) (och ha). Patrzy na nią drapieżnie i przewrotność się czai w tych boskich oczach.
- Draniu!...
Głodne usta znów nad jej ustami. Jego jedna dłoń Ali dłonie własne nad jej głową zakleszcza, druga oparta o materac. I patrzy na nią z góry, a ona nie będzie prosić o nic, więc niech sobie właśnie patrzy, drań jeden.
- Pieprz się, Ala - mówi jej, półuśmiechnięty.
- Ha.
Poznali się tak: sen zasłonił Ali oczy. Peron drugi, pociąg, przedział, no i sen. (Jedziemy na wojnę, mówił Nejt ze snu, a Ala klęła na czym świat stoi, bo we śnie nikt nie bierze sklinania za słabość.)
Skulona w zmęczenie i niepokój, zaśnięta - nagle wpadła jednak w błogą inność: wracamy do domu, mówił Nejt ze snu. Wracali oni oboje, wracał też mały brat Ali. A za zamkniętymi drzwiami mrozu nie było; śnieg topniał w sieni. Za oszronionymi szybami tliła się noc, kiedy siedzieli przy kuchennym stole, grzejąc ręce na kubkach z ciepłą herbatą.
Obudziła się wtulona w ramię Lenny'ego.
Jechali na wojnę, przedział stąd do nieskończoności; nieskończenie wiele możliwości (Lenny też patrzy sennie, ale już chytrze, już bajkowo); przedproże bólu za nami; śmierć definiuje życie; człowiek miarą człowieka, jakoś tak.
Ala śniła dwojako: o teraźniejszości-krzywdzie-ranie-rozoranej_bliźnie- i o świecie ze wspomnień, w którym wojny nie ma.
Wiele razy przez następne lata potrafiła mocniej Lenny'ego nienawidzić niż kochać, ale nigdy nie przestało jego brutalne ciepło przywoływać jej dobrych snów.
Więc wsłuchiwała się nocami w bicie jego serca(, aż je znała na pamięć),
więc brała go do siebie targana niemiłością,
więc błogosławiła ziemię pod jego stopami,
wszystko - w imię dobrej nocy.
Poznali się tak: sen zasłonił Ali oczy. Peron drugi, pociąg, przedział, no i sen. (Jedziemy na wojnę, mówił Nejt ze snu, a Ala klęła na czym świat stoi, bo we śnie nikt nie bierze sklinania za słabość.)
Skulona w zmęczenie i niepokój, zaśnięta - nagle wpadła jednak w błogą inność: wracamy do domu, mówił Nejt ze snu. Wracali oni oboje, wracał też mały brat Ali. A za zamkniętymi drzwiami mrozu nie było; śnieg topniał w sieni. Za oszronionymi szybami tliła się noc, kiedy siedzieli przy kuchennym stole, grzejąc ręce na kubkach z ciepłą herbatą.
Obudziła się wtulona w ramię Lenny'ego.
Jechali na wojnę, przedział stąd do nieskończoności; nieskończenie wiele możliwości (Lenny też patrzy sennie, ale już chytrze, już bajkowo); przedproże bólu za nami; śmierć definiuje życie; człowiek miarą człowieka, jakoś tak.
Ala śniła dwojako: o teraźniejszości-krzywdzie-ranie-rozoranej_bliźnie- i o świecie ze wspomnień, w którym wojny nie ma.
Wiele razy przez następne lata potrafiła mocniej Lenny'ego nienawidzić niż kochać, ale nigdy nie przestało jego brutalne ciepło przywoływać jej dobrych snów.
Więc wsłuchiwała się nocami w bicie jego serca(, aż je znała na pamięć),
więc brała go do siebie targana niemiłością,
więc błogosławiła ziemię pod jego stopami,
wszystko - w imię dobrej nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz