Jesteś kryształem, jesteś ma-la-chi-tem - to szept smukłych ust: wargi jak kartki papieru, niebieskie w stylu topielczym. Przypuszczać? Domyślać się? Czemuż to niby? Ty - nigdy. Że tak utopijnie naniebieszczone? zaczną ?pęcznieć jak błonne storczyki i będzie w tobie rozkwitał pierwszy sen o krzywdzie.
/pierwszy sen/
dręczy. umierać to nieoddech i bezpłacz, aż przykuca u twego boku nieumieranie. I nieumierasz po trochu.
Jak bardzo obfite w słodycz może być zło? Jak bardzo zła może nie być? Nie ma miar, nie ma wag. Nie istnieje nawet pluskoczący niebyt.
Jest cisza na dnie morza, a na dnie świata twój świat. W oka środku głębie i malachity, i blaknące blaszki czaszki. Ze środka jest się piękniejszym. Ten porządnie oklejony ścięgnem kościec, duch wdechowydechu mięśnia. Słodycz mieszka na dnie ciała: w natlenionej krwi, o tam.
/drugi/
nie ma warg do spękania, nie ma opowiadaczy.
Historie usychają w koronach drzew i pod gnijącym listowiem. Umieranie ukośnik życie. Śmierć ukośnik ciało. Ciało ukośnik ciało ukośnik krew ukośnik mięsień. Oddechowi nie ma końca, oddechowi nie ma końca.
/trzeci/
Jednej wiosny będzie ta jedna noc, kiedy wystawisz palec za okno, wystawisz serce na dłoń,
a ?duszę, jeśli się poczuwasz, na ramię. A zza rękawka wypełzną twoje pary dłoni.
Ten sen opowiada o przemianie dziecka w rozgwiazdę. Nigdy przedtem i potem nie będzie dla twoich oczu takiego rozgwieżdżania jak ta szpetna przemiana ciała w ciało. Nigdy nie będzie takiego
zatroskania i podobnej mocy twej niemocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz